SHIPMAN Strona Główna SHIPMAN
FORUM MODELARSTWA SZKUTNICZEGO

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat :: Następny temat
Czwarty okręt HMS Victory
Autor Wiadomość
Karrex
Admirał Wszechflot i Mórz


Posty: 4461
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2011-02-14, 13:50   Czwarty okręt HMS Victory



Czwarty okręt HMS Victory 1737 - 1744

Budowę wg projektu Jacoba Ackwortha ówczesnego Inspektora Marynarki rozpoczęto 23 lutego 1737 roku, w stoczni w Portsmouth pod okiem Josepha Allina. Ponieważ użyto niewielkiej ilości drewna z poprzedniego okrętu Victory (który spalił się do linii wodnej w 1721 roku) oficjalnie nazwano to przebudową poprzedniego okrętu. Koszty wyniosły 38 239 funtów za budowę plus ekstra 12 652 funtów za wyposażenie w okręt flagowy.

Zwodowany w 1737 roku stał się okrętem flagowym formacji "Channel Fleet" pod wodzą sir Johna Norris. Był ostatnim Brytyjskim okrętem pierwszej klasy uzbrojonym w całości w armaty z brązu.

1744
Wracając z misji uwolnienia sir Charlesa Hardy zablokowanego u ujścia Tagu przez flotę francuską, flota brytyjska została rozproszona przez burzę.
Około 15:30 4 października 1744 roku w pobliżu Wysp Normandzkich, okręty towarzyszące tracą z oczu okręt flagowy admirała Sir Johna Balchena.
Przez ponad 260 lat uważano, że Victory rozbił się w nocy na Black Rock tuż obok wyspy Casquets.


Loss of HMS Victory, 4 October 1744, mal.: Peter Monamy


W miejsce gdzie ostatni raz widziano Victory zostały wysłane fregaty. Kapitan Thomas Grenville z HMS Falkland wylądował na Wyspach Normandzkich i tam usłyszał od mieszkańców, że wrak i części stengi wyrzuciło morze na brzeg wyspy. Dalsze badania wykazały że szczątki rzeczywiście pochodzą z Victory, który mógł uderzyć w grupę skał w pobliżu Casquets. Pozostałe szczątki znaleziono na Jersey i Alderney.
Tragiczna strata całej załogi i okrętu sprawiła, że na kilka lat wykreślono nazwę Victory z brytyjskiej listy nazw okrętów.


artist and technical illustrator, John Batchelor, HMS Victory


W dniu 1 lutego 2009 roku the Associated Press donosi, że w maju 2008 roku Odyssey Explorer (Odyssey Marine Exploration) odkrył wrak Victory i podniósł z dna dwie 100 funtowe armaty z brązu.



http://shipwreck.net/sear...ery=HMS+Victory
Doniesienia te dowodzą że okręt nie rozbił się jak przypuszczano w okolicy Casquets, ale leży na szerokości około 49 ° 42,5 'N i długości 3 ° 33,3'W.
____________________
Opracował korasonek
źródła: Anatomy of the Ship, zasoby Wikipedii




http://forum.modelsworld.ru/topic9330.html
 
 
REKLAMA

Posty: 4461
Wysłany: 2014-01-08, 19:19   

 
 
Karrex
Admirał Wszechflot i Mórz


Posty: 4461
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2014-01-08, 19:19   

Na temat Victory, a głównie o podwodnym piractwie przeczytamy na stronie historia.focus.pl
    Igła w Kanale

    Przeczesując kanał La Manche, Odyssey Marine Exploration trafiła szóstkę w totka. Firma zlokalizowała wrak HMS „Victory”, największego okrętu brytyjskiej marynarki wojennej połowy XVIII w.

    Mimo że wrak odnaleziono już w maju ubiegłego roku, Odyssey poinformowała o tym dopiero na początku lutego br. Oficjalnie, żeby ochronić miejsce przed rabusiami. Nieoficjalne, aby zabezpieczyć własny interes. Odyssey już złożyła wniosek w sądzie w Tampa o wyłączność w eksploracji wraku. Trwają też negocjacje z rządem brytyjskim – okręt wojenny ciągle pozostaje własnością państwa, pod którego banderą pływał. A jest o co zabiegać. Płynący z Lizbony statek przewoził 4 tony złotych monet. Okręt był chlubą marynarki JKM – 110 spiżowych dział (dwa z nich wydobyto na powierzchnię) zapewniało mu przewagę nad innym statkami tego okresu. HMS „Victory” zatonął w trakcie sztormu 4 października 1744 r. Na pokładzie znajdowało się co najmniej 900 osób. Wrak leży na głębokości ok. 100 m, a szczątki są rozrzucone na powierzchni 1300 m kw. „Znaleźliśmy go ponad 80 km od miejsca, w którym miał zatonąć” – powiedział Greg Stemm z Odyssey. Z wniosku złożonego w sądzie wynika, że katastrofa zdarzyła się 25–40 mil od wybrzeża. Lokalizacja wraku pomoże oczyścić kapitana okrętu z zarzutu błędu w sztuce. Do tej pory sądzono, że adm. John Balchin wprowadził statek na skały w pobliżu wyspy Alderney. Tymczasem okazało się, że HMS „Victory” poszedł na dno na głębokich wodach. Prawdopodobnie zawiniła więc wadliwa konstrukcja okrętu.

    http://historia.focus.pl/...nu-546?strona=3

_________________
Pozdrawiam
Karol



 
 
Karrex
Admirał Wszechflot i Mórz


Posty: 4461
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2017-01-27, 15:18   

Na forum p. Krzysztofa został poruszony temat bohatera niniejszego wątku

Ramond napisał/a:
...
Wracając jednak do liniowców - jestem po lekturze artykułu Seana Kingsleya z 2015 roku o przyczynach zatonięcia HMS Victory w 1744. Autor próbuje dowodzić, że winny zatonięciu nie jest sam sztorm (jak gwałtowny by on nie był), ale również wadliwy projekt (okręt niestateczny i przeciążony w stosunku do wytrzymałości) i kiepskiej jakości (niesezonowane) drewno wykorzystane do budowy.

Czy zna Pan ten artykuł? http://victory1744.org/do...apers45_000.pdf

Ciekaw jestem Pana opinii, gdyż autor dość obficie sięga po argument "źle zaprojektowanych i źle wykonanych" brytyjskich liniowców tego okresu (rówieśników Victory).

Przy okazji tego artykułu moją szczególną uwagę zwrócił jeden z punktów podsumowania:
Cytat:
...
British three-decker warships carried too much armament
for their capacity. The Victory’s 28 x 42-pounder
lower deck guns were heavier than the French equivalents,
such as the 32 x 36-pounders on the lower deck of
the 110-gun Foudroyant (built at Hélie in 1724).
...

Nie dysponuję odpowiednimi danymi (a Pan zapewne tak), ale czy aby na pewno 28 brytyjskich 42-funtówek było cięższych niż 32 francuskie 36-funtówki z dolnego pokładu 110-działowca? Sam mogę jedynie porównać ciężar salwy tych armat, a w tym przewaga jest po stronie francuskiej. Masa armat rosła chyba wolniej od masy pocisku...

Pan Krzysztof Gerlach napisał:
Co do tego okrętu Victory, który zatonął w 1744 r. Miał rzeczywiście nadmierną wysokość boczną, co powodowało, że bardzo słabo trzymał się wiatru i silnie dryfował. Mogło się to przyczynić do jego katastrofy. Trzeba jednak pamiętać, że stanowił jednorazowy projekt ówczesnego Inspektora Marynarki, Jacoba Ackwortha, i marynarka nie użyła jego planów do budowy żadnego innego okrętu pierwszej rangi (nie dlatego, że zatonął, ponieważ od wodowania do katastrofy minęło 7 lat), uważając je słusznie za kiepskie. Ackworth zasiadał na tym stanowisku w latach 1715-1749 i stopniowo przechodził na pozycje coraz bardziej konserwatywne, ignorując wszelkie nowe trendy. Anson i Vernon uważali go za wyjątkowego szkodnika, ten ostatni pisał z przesadą, że Inspektor w połowie zrujnował marynarkę. Na dodatek główny szkutnik stoczni, w której powstawał Victory, zignorował polecenia i dodał okrętowi gigantyczną rufę, przez co żaglowiec bardzo silnie się kołysał. Współcześni (Anglicy i Francuzi) zdawali sobie sprawę z wad liniowca od razu po zwodowaniu. Nic mi natomiast nie wiadomo, aby miano go zrobić z niesezonowanego drewna. Zawodowi oficerowie Royal Navy walczący permanentnie z administracją, dowodzili po każdej katastrofie, jak to „złodzieje” w stoczniach użyli złego drewna – trzeba było przecież odsunąć podejrzenie winy za stratę od kadry dowódczej. Traktowanie dziś tych wynurzeń w kategoriach udowodnionych faktów świadczy o słabym krytycyzmie. Kingsley używa w artykule (którego wcześniej nie znałem) na temat drewna argumentów rozsądnych i ciekawych (o możliwym wpływie chwilowego załamania klimatycznego), zupełnie spekulacyjnych (jak kwestia wentylacji, rzekomo niedostatecznej) i mylnych (jak opowieści francuskiego konstruktora o sposobie przechowywania drewna z częściowo zachowanymi warstwami nie twardzielowymi, świadczące o niezrozumieniu przez Francuza i brytyjskiego autora racjonalności takiego postępowania). Ów Victory powstał teoretycznie w ramach Ustaleń z 1733 r., a np. tak chwalony przez Francuzów Northumberland – już w ramach Ustaleń z 1741 r. To duża różnica. Okręty brytyjskie istotnie były przeciążone, ale zupełnie nie dlatego, że nie umiano ich dobrze zaprojektować. Po prostu Brytyjczycy założyli sobie posiadanie marynarki mogącej sprostać kilku przeciwnikom naraz oraz obsługującej ich ogromnie rozrzucone imperium. Potrzebowali więc wielkiej liczby jednostek. Przy określonych funduszach musiało się to odbić na ich wymiarach. Dla liniowców i fregat mały okręt w danej klasie był z natury rzeczy gorszy od dużego, a aby mógł z tym dużym walczyć, trzeba było na niego włożyć dużo dział. To prostą drogą prowadziło do przeciążenia. Francuzi nie potrzebowali żadnych geniuszy projektowych, by budując dużo mniej żaglowców za te same pieniądze otrzymywać je dużo większe. Większy okręt z tyle samo ważącą artylerią jest oczywiście mniej przeciążony i lepszy żeglarsko, ale praktyka wojen dowiodła, że mając więcej jednostek Brytyjczycy opanowywali morza dzięki przewadze liczebnej nawet wtedy, gdy rzucali gromy na indywidualne cechy własnych okrętów. Coś za coś. Oczywiście kapitanowie i admirałowie Royal Navy woleliby mieć tyle samo jednostek, a przy tym największych na świecie, lecz nie oni za nie płacili.

Natomiast Royal Navy miała, jak każda marynarka, okresy lepsze i gorsze. Ten z lat 1715-1740 należał bezsprzecznie do najgorszych, i to nie tylko z powodu Ackwortha. Anglicy weszli w długi okres pokoju i niemal wszystkie siły polityczne w kraju (będącym bądź co bądź demokracją parlamentarną) uznały oszczędzanie na flocie za świetny pomysł. Nastąpiło skostnienie konstrukcji, kiedy inne marynarki się rozwijały. Nikt nie może temu zaprzeczyć. Nie upoważnia to jednak do rozciągania wniosków na wcześniejsze i późniejsze szkutnictwo wojennomorskie na Wyspach Brytyjskich, aczkolwiek zasada budowy za te same pieniądze raczej większej liczby jednostek mniejszych (indywidualnie przez to gorszych) niż odwrotnie nie uległa zmianie do końca wojen napoleońskich. I trudno ją, na podstawie wyniku, uznać za błędną.

Masa armat.
Victory z 1737 r. miał na dolnym pokładzie 28 dział 42-funtowych, a pocisk brytyjskiej 42-funtówki ważył trochę więcej niż kula do francuskiej 36-funtówki (19,05 kg wobec 17,62 kg). Jednak akurat na tym okręcie wszystkie te działa były z brązu, więc w sumie ważyły około 92,5 tony. Typowa francuska 36-funtówka żeliwna z tego samego okresu ważyła blisko 3500 kg, zatem masa 32 sztuk to w przybliżeniu 110-112 ton. Jak 92,5 jest większe od 110, nie umiem zgadnąć.
_____________________________________________
Jeżeli ktoś miałby polemiczne uwagi do powyższego tekstu, proszony jest o wyrażenie jej na forum p. Krzysztofa
http://www.timberships.fo...,303.html#11671
_________________
Pozdrawiam
Karol



 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template Chronicles v 0.2 modified by Nasedo

| | Darmowe fora | Reklama
Strona portalu