Mając już 7 modeli samochodów zrobionych z biletów kolejowych (i spory ich zapas, nie dysponowałem niestety fornirem),
postanowiłem zrobić coś większego. Wybór padł na Santa Marię wg planów z MM 4-5 /1976 opracowanie Andrzej Karpiński.
Skala modelu 1:100
Ilustracja na okładce Adam Werka.
Młodszym kolegom przedstawię budulec
kartonik z podłej jakości tektury o wym. ok. 30x65x0,8mm
Z tego co pamiętam to podłużnicę i wręgi wyciąłem z grubszego (3 mm) kartonu, wystrzał i tralki z drewna, a reszta to bilety.
Stan kadłuba z 1986 r. (jeszcze walczę z głębią ostrości na fotkach i niestety przegrywam )
Greting zrobiony z firanki.
Na dolnym pokładzie ostro przesadziłem z szerokością desek
Kasztel dziobowy
Fragment burty
wzmocnienia burt nasycałem lakierobejcą, co znacznie utwardziło tekturę z biletów i nawet dało się szlifować.
Kasztel rufowy (23 lata temu byłem nawet zadowolony z tej dekoracji, ale fotki obnażyły te małe niedociągnięcia )
Pamiętam, że wycinałem za pomocą profesjonalnych dłut rzeźbiarskich.
Szalupka.
Działa - lufy zrobione z patyczka (plastikowy) od lizaka
Ostatnio zmieniony przez Karrex 2009-11-08, 17:57, w całości zmieniany 3 razy
REKLAMA
Posty: 75
Wysłany: 2009-03-19, 08:27
Ostatnio zmieniony przez Bratek 2009-11-08, 17:57, w całości zmieniany 3 razy
Gdybym nie przeczytał że to z kartonowych biletów to gotów bym był się zakładać że to drewno. Szalupa wygląda świetnie. Armatki zresztą też. Kiedyś jednak bez internetu i dostępności materiałów modelarstwo to była spora sztuka i sprawdzian zaradności. Tak powinien wyglądać kartonowy model właśnie.
Przy budowie nie uniknąłem kilku błędów.
Wprowadziłem kilka "innowacji", mianowicie zrobiłem planki zakładkowe, nachodzące na siebie - tą metodą budowali ludzie Nordu, południowcy robili płaskie poszycia.
Oglądając modele w necie i plany SantaMarii w albumie Anatomy of the Ship - 1492 - The ships of Christopher Columbus nigdzie nie znalazłem potwierdzenia mojego pomysłu, więc trzeba było to zmienić.
Dysponując już fornirem (meranti, sapelli na burty, wenge na detale) postanowiłem przebudować mój 23 letni model.
Usunąłem zbyteczne elementy i wyrównałem burty, uzupełniając łatami z forniru
Pozostawiłem pionowe wzmocnienia burt, trochę niepotrzebnie, bo zamiast przykleić jedną listwę, musiałem się bawić w dopasowywanie pomiędzy pionami
______________________________________
Pozdrawiam
Karol
Ostatnio zmieniony przez Karrex 2009-11-08, 18:09, w całości zmieniany 2 razy
Początkowo na poszycie pokładów wybrałem brzozę (przykł. kasztel rufowy), ale dąb bardziej mi się spodobał, więc mimo przeskalowanych porów użyłem forniru dębowego.
Opętnik z wenge.
SM reinkarnacja można by rzec Widzę że masz sentyment do zdobień na rufie i nie chcesz ich ruszać (a może zostawiasz na koniec). Jestem pelen podziwu dla Twojej pracy bo ja raczej zostawiłbym model jako relikt minionych czasów, a zacząłbym budowę nowego. Może to moje zawodowe zboczenie, że wolę budować nowe łajby niż remontować stare Rozumię że santisima czeka na wenę
Wysłany: 2009-03-21, 13:22 Santa Maria - reaktywacja
Bratek napisał/a:
...Widzę że masz sentyment do zdobień na rufie i nie chcesz ich ruszać (a może zostawiasz na koniec)...
W pierwszym zamyśle chciałem pozostawić jak najwięcej detali, ale po kolei ulegają wymianie. Swoim pytaniem troszkę wyprzedziłeś moją relację (właśnie nad tym pracuję)
Wracam do relacji.
Wymieniłem ożebrowanie kasztelu dziobowego (na wenge)
i na rufie też
Z wenge wykonałem też stępkę i stewy
Na burtach kasztelu dziobowego wymieniłem jeszcze raz deski i listwy
profilowaną listwę pod kasztelem zrobiłem z 3-ech warstw forniru wenge (3mm→2mm→1mm)
Ostatnio zmieniony przez Karrex 2009-03-22, 14:59, w całości zmieniany 1 raz
Wykonałem windę; korpus wytoczyłem z buku, podstawa z wenge, listwy z meranti.
Odnowiłem kołkownicę (przymiarka mosiężnych nagli).
i na sucho na pokładzie.
Przyszła kolej na greting. Usunąłem "firankowca", w luku wkleiłem z wenge podpory pod nowy greting. Zacząłem go robić z wenge, ale dałem sobie spokój i ostatecznie zrobiłem z buku (patyczki od lodów), zabejcowałem ciemnym dębem.
Długo się zastanawiałem nad dekoracją kasztelu rufowego. Zostawić czy wymienić? Wygrała druga opcja - wymiana. I kolejna dewastacja
Zwlekałem z decyzją, gdyż nie miałem pomysłu jak zrobić nowe elementy. Każdy kto wycinał coś małego z forniru, wie, że to "paskudztwo" potrafi rozszczepić się w każdym momencie.
I to mnie odstraszało, zwłaszcza, że łuki mają szerokość 1mm.
Teraz, kiedy elementy są gotowe, mam kolejny dylemat: malować czy pozostawić w drewnie (a jeżeli pozostawić w drewnie, to bejcować na mahoń czy ciemny dąb)???
W związku z awansem w hierarchii modelarskiej, czuję się w obowiązku używać bardziej fachowej nomenklatury, więc szybciutko dokonuję sprostowania.
W poście z 20 marca 2009 powinno być:
zwrot na sterburtę (prawą) i zwrot na bakburtę (lewą).
A swoją drogą trzeba by było utworzyć wątek z nomenklaturą żeglarską (słownik terminów), bo nie wszystkie szczury lądowe muszą wiedzieć co to jufers, tarlepa, nagiel, sztag, fał, szot czy chociażby wyblinka.
Przymierzyłem się do wykonania tarcz herbowych. Będą umieszczone na kasztelu dziobowym.
Wykonałem je z wenge, malowanie - farby akrylowe i "cudowny" format 10x14mm.
troszkę postarzyłem, gdyż sam akryl jest zbyt "świeżutki"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach